Zima

W pogoni za Miko?ajem

Trzy dni ob?arstwa to stanowczo za du?o. Wigilia, 1 dzie? ?wi?t, 2... ojej!!! Nawet nie chc? my?le? co mog?oby dzia? si? z moim brzuchem drugiego dnia. Na szcz??cie ekipa (Adrian, Kali, Majka) te? wpad?a na pomys?, ?eby oderwa? si? na troch? od sto?u.

Tak oto jest wspomniany ju? 26 grudnia 2001 - II dzie? ?wi?t Bo?ego Narodzenia. Jedziemy szuka? Miko?aja. Nie to, ?eby nie przyniós? nam prezentów, sk?d?e znowu. Ja osobi?cie chcia?bym mu zwróci? rózg?, która mi przyniós? w zesz?ym roku, a my?l? ?e inni te? maj? z tym Panem do pogadania ;) Jeszcze tylko kilka rutynowych spraw takich jak np. tankowanie i ruszamy w teren. Nasz bolid, pomimo i? czerwony (sanie Miko?aja te? s? czerwone) i ci?gni?ty przez koniki (renifery bez rogów), sianka je?? nie chce. Od niedawna zacz?? poch?ania? gaz.

Jest godzina 9.00 jako pierwsi przebijamy si? przez zasp? do punktu autogazu. Pó?niej si? oka?e, ?e nie tylko tu byli?my pierwsi, ale nie uprzedzajmy faktów. W planie mamy dotarcie do Strabli, a potem wzd?u? rzeki Narew do miejscowo?ci Narew.

Centrum Bia?egostoku zaczyna si? rozpuszcza?. Ulice pokryte s? s?on? mazi? b?otno - ?niegow?. Opuszczamy miasto z nieukrywan? satysfakcj?. Po drodze dziel? si? wra?eniami jakie wywar?y na mnie wczoraj cztery du?e, pomara?czowe, rozp?dzone p?ugi ?nie?ne w szyku bojowym. Wspania?y widok, do dzi? ?a?uj? ?e nie mia?em wtedy przy sobie aparatu.

Blokowiska zosta?y daleko w tyle, przeje?d?amy przez tereny wiejskie, które wkrótce te? opu?cimy. W ko?cu ma by? off-roadowo. Odbijamy na le?n? drog?, która ma nas zaprowadzi? do Zimnoch. Po pewnym czasie jazda zmienia si? na rajd na orientacj?, gdy? ?cie?ka znika pod grub? warstw? ?niegu. Jedynym wyznacznikiem jest widoczna mi?dzy drzewami przesieka, któr? si? kierujemy. W lesie jest ca?kiem sympatycznie, nie wieje wiatr, na ga??ziach choinek wisz? ?nie?ne czapy. Ta sielanka ko?czy si? gdy wypadamy na teren nieos?oni?ty drzewami. Mamy wra?enie, ?e wiatr zwia? ca?y ?nieg z okolicznych pól na drog? przed nami. Im wy?ej - tym gorzej. Rozp?dzamy si?, jedna zaspa, druga (idzie nie?le), trzecia, wrrr... - stoimy!!! Samochód nie chce si? s?ucha? i przy próbach cofni?cia uparcie zje?d?a z wyznaczonej ju? koleiny. Tym sposobem po kwadransie mamy rozje?d?one na 4 strony ?wiata, kilka metrów kwadra towych ?niegu, a przed sob? zasp? do wysoko?ci maski. Tu si? nie przebijemy, trzeba próbowa? na oko?o. Udaje si? nam omin?? przydro?ny rów i dalej wzd?u? drogi jedziemy polami, a? do skraju kolejnego lasu. Krótki postój, kilka krzepi?cych ?yków lekarstwa ba buni - rocznik 96 - prosto z termosu (dla mniej wtajemniczonych � grzaniec) i w drog?. Gubimy si? i omal nie wpadamy do czego? co wygl?da jak ogromny krater po meteorycie. Po bli?szych ogl?dzinach dochodzimy do wniosku, ?e ta wielka, przykryta ?niegiem dziura w ziemi to stara kopalnia ?wiru, a nie tajna baza Obcych. ?eby móc lepiej widzie? gdzie jedziemy Kali (pilot), wysiada z samochodu i zajmuje zaszczytne miejsce na przedzie maski. Prezentuje si? tam nie gorzej ni? znak firmowy samochodu. Nast?pnym razem pomy?limy nad zamontowaniem mu tam krzese?ka.

Jeste?my w Zimnochach. Krótki rzut oka na map? - jest skrót - cienka dró?ka mi?dzy polami. Pocz?tek jest niez?y, jedna zaspa, druga (idzie nie?le), trzecia, wrrr... - stoimy!!! Chyba mam dejavu. O tym, ?e tak nie jest przekonuj? si?, gdy samochód nie chce ruszy? do ty?u. Do przodu te? nie idzie, kó?ka kr?c? si? w miejscu, pchanie nie pomaga. Zawi?li?my na zaspie. Odwil? sprawi?a, ?e ?nieg sta? si? ci??ki, mokry i gorszy do pokonania ni? b?oto. No có?, jedynym wyj?ciem by?o odkopanie ca?ego pojazdu. Na zmian? wyrzucamy ?nieg saperk?. W radiu s?ysz? s?owa piosenki: "Jolka, Jolka pami?tasz to lato ze snów...". Windujemy Jeepa w gór?, pod ko?a lec? ga??zie. Napychamy z ca?ych si? i... uda?o si?. Po godzinie zostali?my zmuszeni do poszukania objazdu, dzi? tu si? nie przebijemy. Min??a ju? 12, a nawet nie dotarli?my do miejsca, w którym chcieli?my zacz?? wypraw?, musimy si? pospieszy?. W Ploskach pomagamy Czechowi wygrzeba? si? z zaspy i dojecha? na parking hotelowy. Pomimo tego i? mówi? do nas w min 4 j?zykach nie mieli?my k?opotów ze zrozumieniem go.

Po drodze mijamy si? z traktorzyst?, który tez wybra? si? na przeja?d?k?. Zapytany o stan drogi przed nami mówi, ze do pewnego momentu mo?emy jecha? po jego ?ladach, ale dalej radzi?by zjecha? na pole, bo nie uda?o mu si? przebi?. To troch? nie fer - ta sama trasa dla extremu i dla turystów ;) On na "farmerach" - jak na prawdziwy traktor przysta?o, a my na prawie normalnych oponkach. Szoruj?c podwoziem jedziemy po widocz nej przed nami koleinie. Z impetem wpadamy do..........(jaka? nazwa wsi). Tu na pewno nikt przed nami nie przejecha?. Czujemy si? jak odkrywcy. W tej wsi od tygodnia nie by?o ?adnego samochodu. Nikt te? nie próbowa? od?nie?y? tu drogi. Widoczna z dala kobiecina z chust? na g?owie, daje nam niewymowne znaki r?k?, które mog? oznacza? tylko jedno: "gazem TO, gazem". Pos?usznie stosujemy si? do jej wskazówek i przebijamy przez kilkana?cie zasp. Za wsi? jest kolejny skrót, oczywi?cie równie nieprzejezdny, jak poprzednie. Omijamy drog? gdzie tylko si? da, odpinamy druty kolczaste i pastuchy elektryczne zagradzaj?ce nam przejazd. Niestety zaspa widoczna z przodu nie wró?y najlepiej. Wysiadamy z samochodu, ?niegu za kolana, ale 50 metrów przed nami wida? ?wie?? kole in?. Kto? próbowa? dosta? si? tu z drugiej strony. Po docz?apaniu na miejsce, stwierdzam ?e zakopa? si? tu traktor!! A mo?e to by? ?w. Miko?aj? Przyda?y by si? race ?nie?ne. Mój but, pomimo s?usznego rozmiaru 45, zapada si? w ?nieg prawie do samej ziemi, al e jako? musz? wróci? do samochodu. Trudna decyzja, trzeba zawróci? i poszuka? objazdu. Na kolejnej dró?ce wida? ?lady zabaw jakiego? samochodu, który kre?li? ósemeczki. Trop urywa si? na pot??nej górze ?niegu. Czy?by kierowca wbi? si? do ?rodka? Tu mo?e pomóc jedynie p?ug wirnikowy. Robimy kilka zdj?? i zje?d?amy na pole.

Jest godzina 15.00, powoli zaczyna si? ?ciemnia?. Pomimo mapy udaje nam si? straci? orientacj? na le?nych dró?kach. W najgorszym wypadku, po godzinie poruszania si? w tym kierunku, przekroczymy zielon? granic?. Grzaniec dawno si? sko?czy?, kanapki te?, my tu w lesie, jakie? wilki... Po chwili spotykamy ludzi pracuj?cych przy przecince lasu. Nakierowuj? nas na pobliska wie?. Zapytani czy nie widzieli kogo? w czerwonym kostiumie, nie wiedz? co powiedzie?. Ja nie chc? wyja?nia?, nie ma na to czasu, ruszamy dalej. My?l? ?e by nie zrozumieli, nie potrafiliby doceni? magii ?wi?t, ani moich intencji.

Do wskazanej wsi trafiamy bez problemu, tu te? przed nami nikt nie dotar?. Jest ju? ciemno, ksi??yc ?wieci jasno na niebie. Kilometr dalej spotykamy my?liwych, mówi? ?e od strony ........ dojechali tu samochodem, ?eby tam dotrze? musimy tylko przejecha? przez kilkadziesi?t metrów zasp i mokrego ?niegu, ale co to dla takiego Jeepa. Dajemy si? podpu?ci? i jedna zaspa, druga (idzie nie?le), trzecia, wrrr... - stoimy!!! Przerabiali?my to dzi? nie raz. Tym razem zanosi si? na d?u?szy postój. Odkopujemy samochód , ale nie zmienia to naszej sytuacji. Postanawiamy zawróci? na w?skiej dró?ce. Mija kolejna godzin a, a my wci?? kopiemy. W butach zaczyna by? mokro, my?liwi dawno nas zostawili, a w radiu kolejna optymistyczna wiadomo??: "wi?kszo?? dróg na Podlasiu jest przejezdna." Mia?em ochot? z?apa? za telefon i zapyta?, gdzie s? te przejezdne drogi, bo jedziemy od rana, a nie trafili?my prawie na ?adn?!!! Wspólnymi si?ami zawracamy Jeepa. Jeste?my wyko?czeni, nie mamy halogenów, przejechali?my dopiero 1/3 zaplanowanej trasy. Miko?aja wci?? nie wida?, pewnie odpoczywa ju? gdzie? na Biegunie Pó?nocnym - odwiedzimy go innym razem.

Przebijamy si? do jakiej? przejezdnej drogi i kierujemy na Bia?ystok. Je?li warunki pogodowe si? nie zmieni?, to zapowiada si? ciekawy Sylwester. Wracamy zm?czeni, lecz szcz??liwi. Nie ma to jak ?wi?ta...

ARTURO (za?oga Adriana - czerwony Szeroki)

 


Od Stefana

Widz?, ?e mieli?cie ?wietna zabaw?. Szkoda, ?e mnie z wami nie by?o, no tak ale awaria mojego samochodu spowodowa?a, ?e pierwszy atak zimy mój Uaz przeczeka? w gara?u. No ale dobrze ?e cho? na Sylwestra zd??y?em go zrobi?.

Podstrona wyswietlana 90 razy.

Stefan Ostrowski - www.mojuaz.com
Wszystkie prawa zastrzeżone