Wyprawa 8

Wielka woda.

Jest niedziela 10 lutego 2002 roku, Obudziłem się, poszedłem sobie do kościoła. Pogoda � trochę wieje i zanosi się na deszcz ale co tam poranny spacerek dobrze mi zrobi. Po powrocie do domu zastaje już pierwsze załogi pod moim domkiem w Choroszczy. To oczywiście Adrian wraz ze swym pilotem, po chwili dojeżdża Darek swym wielkim Blazerem. Szybko przebieram się i wyciągam swojego UAZa z garażu. Zgłaszają się kolejne załogi: Tomek swym żółtym UAZem, jego kolega Nissanem Patrolem. Wszyscy jak zwykle oglądamy swoje wozy, opowiadamy co i kiedy się urwało oraz jakie nowe patenty przybyły. Zjawia się Rafał z Sylwia czarnym Wranglerem. OK. możemy jechać i choć jest dopiero 11 rano to wszyscy są w strasznie bojowym nastroju. Ale ostrzegam, wody jest bardzo dużo. Cały śnieg już stopniał ( a trochę go było tej zimy) i pobliska Narwe utworzyła ogromne rozlewiska. No to ruszamy.

Pędzimy przez małą Choroszcz wzbudzając niemałe zainteresowanie przechodniów.

Po naradzie z całą ekipa postanawiamy dotrzeć do rzeki Narew przez zalane łąki. W lato czy w zimę trasę tę pokonujemy dla relaksu bez potrzeby załączania napędu 4x4, ale dziś jest inaczej. Tuż po zjeździe z utwardzonej drogi włączamy 4x4 i dalej do przodu.

Ale daleko żeśmy nie zajechali. Po jakiś 500metrach przed oczyma mamy tylko jedno wielkie jeziorko. Niestety musimy zawrócić.

Jednak powrót po rozrytej, bardzo podmokłej łące okazuje się ciężka przeprawą dla jadącego z nami pierwszy raz Patrola. Jego typowo szosowe opony zaklejają się w ekspresowym tępię. Niestety trzeba pomóc... oczywiście Wranglerem.

Na pomoc Patrolowi wyruszył także Blazer jednak jego masa powoduje iż wciska się w mokrą łąkę.

Oczywiście Rafał swym Jeepem przy malutkiej pomocy paru ludzi wyciąga wklejonego Patrola. Jedziemy więc dalej.

Po wycofaniu się z zalanych łąk, kierujemy się w stronę jazu we wsi Rzedziany. Jedziemy droga z betonowych płyt, co jakiś czas brodzimy w przepływającej przez drogę wodzi.

Robimy postój na jazie. Patrol jedzie zatankować paliwo więc postój trochę się przedłużył. Więc jest czas na dokładne zbadanie wszystkich pojazdów, wysuszenie skarpetek.

Miałem nadzieje, że z jazu da się zjechać i przey rzece pojechać gdzieś dalej, jednak wody jest bardzo dużo i to nie tylko w głównym korycie Narwi.

Postanawiamy pojechać do wsi Topilec Kolonia. Tam na pewno jest zalane, ale może da się wjechać, gdyż grunt tam jest nam bardzo dobrze znany.

Dojeżdżając do punktu widokowego zauważamy dziwnego osobnika... tak to Arturo �załoga czerwonego szerokiego, śmiga swym rowerkiem po rozlewisku.

Parkujemy swoje maszyny i kombinujemy gdzie by tu wjechać.

I Tomek już wymyślił. Pojechał w wodę. Ale zawczasu podłączył linę, wiec pilot suchą noga wyszedł z samochodu.

Rafał swym Wranglwerem został dziś zaocznie mianowany na Pierwszego Wyciągacza, więc pojechał ratować Tomka.

No trochę wody jednak nabrał do środka.

Więc trzeba się wysłusyć. Jedni robili to tak jak Tomek.

A inni, ci którzy dysponowali tylko dwoma kółkami musieli radzić sobie jakoś inaczej.

Myślę, ze po mamy jak na razie dość wody, trzeba więc spróbować gdzieś wyżej, ,czas więc na dobrze znana żwirownie.

Choć wszyscy jeździli, to naszemu fotografowi spodobał się chyba ten Balzer.

Zresztą sam przyznam, ,że taki kolos poruszał się doskonale po piaszczystym podłożu.

Ale jednak Rafał w swym Wranglerze robił niebywałe rzeczy. Poruszał się doskonale w tym terenie.

Nam pozostało jedynie patrzeć i podziwiać jego wyczyny.

I zabawy Patrolem, który mimo nie najlepszego ogumienia radzil sobie z piaszczystym terenem.

Jeszcze próby Tomka w podjazdach na górki.

Na pożegnanie żwirowni, seria widowiskowych wyskoków w wykonaniu Darka i Rafała.

A na koniec całej imprezki, dla umycia samochodów mała rzeczka. Jednak dziś okazało się, że wcale tak amała to ona nie jest. Oczywiście Tomek pierwszy sprawdzał grunt co zaowocowało woda w układzie smarowania silnika, układzie paliwowym itd. Po prostu silniczek mu zgasł.

I Rafal musiał wyciagać.

Po parokrotnym rozciągnięciu Tomka UAZa, sprzęt odpalił. Rozjechaliśmy się do domów i zmęczony zabrałem się do robienia projektu z AUTOLISPa, w końcu jest sesja i nie ma czasu na głupoty :)

Ogólnie wyprawa była bardziej spotkaniem towarzyskim, niż wyprawa off-roadowa. Po prostu, nie było gdzie jeździć, teren był zbyt ekstremalny jak na nasze możliwości. Poza tym trochę baliśmy się zapuszczać w nieznaną wodę, gdyż nie widać ani głównego koryta rzeki, ani starorzecza rzeki Narew.

Czując pewien niedosyt, myślę co by tu wykombinować i gdzie za tydzień dobrze się zabawić.

No ale przede mną cały tydzień na zaplanowanie dobrej trasy. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym mój nieoceniony brat Paweł i znajomy Grzesiek. Oni to do tras są dobrzy.

A teraz ta sama wyprawa ale patrząc na to wszystko okiem naszego rowerzysty.

Tekst - Stefan Ostrowski (zielony UAZ)

Foto - głównie Adrian (czerwony Szeroki)

ale cztery fotki są zrobione przez Darka (Balzer)

4x4 INACZEJ

Zaczęło się nietypowo, bo Kali który miał jechać swoim nowym Landroverem okazał się być pod wpływem, a Adrian który zmienił koła na większe nie mógł zabrać na pokład trzeciego pasażera, żeby nie przeciążać wózka. No i takim to sposobem zostałem �na lodzie�. Pomyślałem o reszcie ekipy, która miała pojechać w teren, spojrzałem w kąt przedpokoju i w mojej głowie uknuł się iście szatański plan. Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie!!! Z kąta wygrzebałem rower, sprawdziłem czy wszystko jest z nim w porządku po zimie, zabrałem mapę, picie i o 11.00 wyruszyłem w drogę. Rower wziąłem górski, na odpowiednich oponkach(typowe MT-ki), no bo jak ja bym się pokazał w towarzystwie bez odpowiedniego sprzętu ;) Miałem namiary, że ekipa ma zahaczyć o Kolonię Topilec i tam próbować forsowania rozlanej Narwi. Dojechałem do Śliwna, pstryknąłem kilka zdjęć narwiańskiego krajobrazu i zawróciłem do Topilca. Po drodze, jak każdy prawdziwy rowerzysta zostałem odpowiednio powitany przez wiejskie kundle. Przemykając na pełnym gazie przez ponad 5 wsi musiałem wypryskać ponad połowę gazu, a i tak ledwie uszedłem z życiem.

Na miejscu zobaczyłem że wieżyczka widokowa jest zalana, wody nie było jednak więcej niż do połowy koła więc postanowiłem się przebić. Już miałem startować gdy usłyszałem narastający huk. To mogło być tylko jedno, po kolei zza zakrętu wynurzały się samochody: Wrangler, Cherokee, 2 UAZ-y, Chevrolet Blazer i Nissan Patrol - po kolei wtoczyły się na parking. Nikt mnie się w tym miejscu nie spodziewał więc wszyscy byli zaskoczeni.

Tomek Uazem próbował przejechać przez starorzecze, ale dojechał tylko do środka. Po cofnięciu wylało się ze środka kilka wiader wody i wypłynęło kilka rybek ;) Jednak snorkel to nie wszystko. Ja zgodnie z planem spróbowałem dojechać do wieżyczki, ale po drodze koła wplątały się w trzciny, kręciłem w miejscu, straciłem równowagę i musiałem się podeprzeć nogami. Skutek � mokro do kolan. Jakby mi dali snorkla to przejechałbym pewnie całą Narew w poprzek... :) .

Mój rower wylądował w przepastnym bagażniku Blazera i wyruszyliśmy nad znaną już większości żwirownie. Tu niedościgniony, po raz kolejny okazał się Wrangler Rafała, wyznaczył kilka nowych tras i podjazdów. Pozostałe samochody sprawowały się równie dzielnie. Gdyby mój rower nie siedział w bagażniku to tez bym wszystkim pokazał ;)

Kolejną przeszkodą miała być malutka rzeczka. Okazało się jednak że teraz jest w niej metr wody. Znów testowo wyruszył Tomek i znów dojechał do środka, tym musiał skorzystać z pomocy przy wyjeździe. Kolejne hektolitry wody wylały się ze środka, ale za to jaki był czysty... Próba odpalenia silnika zakończyła się wyrzuceniem fontanny wody z wydechu. Jedna z dziewczyn porównała to do �zajebiście dobrego orgazmu�. No i wyjaśniło się dlaczego Uaz STANĄŁ na środku rzeczki :)).

Wszyscy mieli dość jazdy, jeszcze chwilka konwersacji i ruszyliśmy z powrotem. Dziękowałem w duchu że nie musze wracać rowerem, bo siedzenie (skrót ma 4 litery) bolało mnie niemiłosiernie. Takie już są te początki sezonu, ale oby tak dalej ;)

(Arturo -dwukołowy rowerek)

Fot. Arturo
Podstrona wyswietlana 819 razy.

Stefan Ostrowski - www.mojuaz.com
Wszystkie prawa zastrzeżone