Wyprawa 23

Oj jak dawno już nic nie pisałem... pewnie straciliście nadzieję ze w ogóle cos napisze... ale nie martwcie się, jeszcze was pomęczę...

Mamy piękny styczniowy poranek 15 stycznia 2006 roku. Mroźno było przez tydzień, teraz jest około –2 st C.

Z poznanymi na formu ludziach z Białegostoku i okolic ruszamy na wyprawę...

Trasa... znana od dawna, ale jak zawsze mnie zadziwia. Okolice Choroszczy dobrze sami znacie z moich wcześniejszych opisów. Ale przyroda tu jest strasznie zmienna i ciągle stwarza nam nowe wyzwania.

Jak to już przyszło do tradycji spotykamy się pod moim domkiem w Choroszczy około 11. W ostatniej chwili zmieniam jeszcze zaczep na haubiczny... teraz wiem ze dobrze zrobiłem!!

Zbiórka, omówienie planów i jedziemy. Ja znając trasę prowadzę – za mną Tomek Ładą niva, potem Wojtek oplem Frontera i Tomek również Oplem.

 

Zjeżdżamy z asfaltu, jedziemy po łąkach – wszystko zamarznięte... zero zabawy. Pierwszy mały rowek tuż przed rzeka Narew. Wszyscy przejeżdżają – jednak ostatni Opel ma problem, lud się skruszył.. ale linka i wychodzi autko na prostą. Jedziemy dalej w wzdłuż rzeki.

Dojeżdżamy do Jazu w Złotorii, dla chwili radości zjeżdżamy z grobli.

 

Jedziemy dalej. Odbijamy od rzeki i kierujemy się w stronę wsi Rzedziany. Tam gdzie zawsze była zabawa teraz jest kompletnie zamarznięte i przejeżdżamy bez problemu... szkoda by myślałem ze trochę się pomęczymy.

Dojeżdżamy do Rzedzian. Wskakujemy na oblodzona drogę i dojeżdżamy do wsi Rogowo. Tu odbijamy w prawo i przed nami ukazuje się pierwszy bród... z brzegu lód z na środku płynie woda... głębokość do płowy koła...

Tomek Niva startuje jako pierwszy.

Lód z brzegu jest bardzo gruby, autko się utrzymuje ale po chwili pęka i łada ląduje w wodzie.

Mimo starań wi wielkiej waleczności autka i kierowcy nie udaje się wyjechać.

Powstaje plan.

Ja uazem objadę łade z jej lewej strony i ja wyciągnę lina do przodu...

Pomysł dobry, jednak okazuje się że jest tu o wiele głębiej...

Gdzie kilka metrów w prawo łada niva ma do pół koła wody, tak jak mam trafiam w lód kierunkowskazem... trochę głupio bo i blacha się zdeformowała... ale człowiek uczy się na błędach.

                                                      

Podczepiamy linkę pod Opla, chłopaki wykonują kilka ruchów siekierka i uaz wskakuje na ląd.

Tomek odsuwa ładę trochę na bok, ja wjeżdżam już tym razem zamiast łady i bez większego problemy przejeżdżam bród.

Zaraz po mnie, waleczna łada również pokonuje przeszkodę.

Po ładzie do wody wjeżdża Wojtek Oplem.

Niestety nawet bardzo dobre opony nie pomagają oplowi... Łada śpieszy na pomoc...

Przód Opla wskoczył na lód ale tył został w  wodzie.

Linka i pojechał...

Podobnie rzecz się miała z drugim Oplem... choć ten ma znacznie gorsze opony to radzi sobie tak samo jak pierwszy Opelek.

Jedziemy dalej... jeszcze 2 takie brody...

Jednak okazuje się że pozostałe brody sa zamarznięte i spokojnie przejeżdżamy po lodzie. Dojeżdżamy do głównego koryta rzeki Narew.

 

Dalej kierujemy się w górę rzeki do jazu w Rzędzianach. Bez problemu do neigo dojeżdżamy... krótka namowa i ruszamy dalej za Tomkiem w Nivie w górę rzeki. Wszystko zmarznięte, jedziemy bez problemu ale widać ze wcześniej ktoś to dobrze walczył – chyba traktorem.

Jednak po kilku set metrach zostajemy odcięci. Starorzecze po lewej i przed nami, z prawej główne koryto rzeki. Trudno, wycofujemy się. Wracamy do jazy w Rzedzianach, żegnamy się i rozjeżdżamy do domu...

Wycieczka mila, przyjemna, mili ludzie i pełni werwy do pokonywania terenu...

Mam nadzieje ze do zobaczenia następnym razem!!!

 

A ja idę klepać uaza :)

Więcej zdjęc z tej wyprawy w dziale slajdy

 

Foto: Paweł, Stefan i Tomek

Opis - Stefan

Podstrona wyswietlana 136 razy.

Stefan Ostrowski - www.mojuaz.com
Wszystkie prawa zastrzeżone