Wyprawa 35

Jest piękna letnia pogoda, 28 sierpnia. Około 16 przyjeżdża do mnie Perun – biały XJ, ja zabieram jeszcze na szybkiego namiot i po chwili jedziemy w kierunku Ciechanowca a z stamtąd do wsi Wojtkowice, gdzie Marek (biała niva) zaklepał nam metę w gospodarstwie agroturystycznym nad samą rzeką Bug. Po około 1,5 godz. Docieramy na miejsce – to naprawę koniec świata, ale bardzo urokliwy ten koniec.

Po chwili dociera do nas Marek.

Jest dość wcześnie więc postanawiamy jeszcze objechać znane już nam pobliskie brody na rzecz Pełchówce i Nurzec. Jedziemy przez las, potem trochę asfaltu i docieramy do pierwszego z brodów na większym Nurcu – Marek wkłada wodery ale niestety jest zbyt głęboko jak na nasze auta. Jedziemy polnymi drogami do drugiego brodu, ten okazuje się płyciutki. Ruszam pierwszy, potem Perun na końcu Marek. Ale że jest lekko więc Marek postanawia podjechać trochę w górę rzeki. Zawraca i po chwili przednie koło wpada w wielką dziurę. Niestety nie ma jak nawet podjechać innym autem żeby go wydobyć. Wyciąga więc tirfor i brodząc po kolana w wodzie wyciąga swoją białą nivę.

Zapada już z mrok, więc wracamy na kwaterę. Tu do mojego auta wsiada gospodarz i kieruje nas na pole namiotowe. Jedziemy polną drogą potem skręcamy w gęste zarośla, kilka zakrętów zjazdów w dół... okazuje się ż pole namiotowe to bardzo stary sad położony na zboczu, a że rzeka Bug płynie w głębokim i wąskim korycie to i zbocze na które zjeżdżamy jest strome, do tego zarośnięte. No ale docieramy na miejsce, Marek z Sebą rozbijają namioty, ja szybko zmieniam Jeepa w wóz kempingowy. Teraz czas na kolację... Marek otwiera drzwi nivy – okazało się że woda wdarła się do środka i narobiła mu trochę bałaganu.

Teraz ognisko i... budzimy się rano około 10.

Pogoda w nocy zmieniła się radykalnie, piękne słońce zmieniło się w pochmurne niebo i padający deszcz. Marek postanawia wybrać się do sklepu. Wsiada do nivy razem z Sebastianem. Spokojnie pną się trawersami pod górę, po chwili wracają. Razem z Tomkiem (biała niva) który właśnie do nas dołącza wraz ze swoją rodziną. Marek już nie zjeżdża na dół, a my postanawiamy ruszyć i wyjechać z obozowiska. Jednak padający deszcz zmienił spokojny podjazd w strumień błota. Pierwszy rusza Perun swym białym XJ’tem. Jednak przejeżdża jakieś 10 metrów kapituluje. Auto nie ma żadnej trakcji, koła zalepiły się gęstą mazią i auto osuwa się w dół ku bagnom.

Teraz rusza Tomek – ostro daje dla swojej nivy, mija bokiem Peruna, ale dwa zakręty do tego mocny trawers powoduję że niva Tomka opiera się o drzewa. Tomek wyjmuje kirfora i walczy z nivą około 2 godzin,  udaje mu się wyjechać na drogę.

W między czasie dojeżdża Mariusz z Agnieszką ale już nawet nie próbują wjechać na dół swoim jeepem.

Deszcz ciągle pada, a że jest już grubo po godzinie 14, postanawiamy zaczekać z Perunem do jutra, może przestanie padać to wydobędziemy jakoś nasze jeepy.

Pokoje zarezerwowane mamy od soboty, więc druga noc na szczęście będzie już przespana w suchym miejscu, tym bardziej że wszyscy jesteśmy dokładnie przemoczeni.

Nasze ubrania Perun zanosi dla gospodyni która suszy wszystko gdzieś na piecu, a nas ratuje Mariusz z Agnieszką którzy mają nieprzebrane pokłady suchych ubrań.

Robimy szybkiego grilla pod wiatą, piwko, wódeczka... miodzik !! i tak do północy. Ciepło ,miło, wspaniałe towarzystwo... i ciągle powracający temat problemów z wydostaniem się z obozowiska.

Niestety Tomek i Marzena nas żegnają i późnym już wieczorem wracają do Białegostoku – szkoda, ale bardzo się cieszymy że byli !

Ja budzę się około 6 rano. Myśl że nie wyjechałem swoim jeepem nie daje mi spokoju. Na niebie piękne słońce. Wstaję i idę na spacer – taki mały rekonesans by sprawdzić czy może błotko się osuszyło. Dochodzę do obozowiska – niestety jeszcze mokro – gęste drzewa skutecznie nie pozwalają słońcu na ogrzanie terenu. Jednak postanawiam zaryzykować. Uruchamiam jeepa, który natomiast budzi śpiącego w namiocie Marka . Próbuję podjechać pod górę, mijam białego jeepa Peruna, ale niestety po chwili góra staje się bardziej stroma,  z powodu trawersu to auto osuwa się w dół. Nie ma mowy abym tu wyjechał. Postawiam więc pojechać w dół ku rozlewiskom i bagienkom Bugu. Marek lekko przytrzymuje mi tył auta a ja narzucam przód, i jadę w dół, mijam zarośla i już jestem pomiędzy skarpą a bagnami, kombinując jadę jak najbliżej skarpy ale za razem nie uderzyć w rosnące na skarpie drzewa i krzaki. Czasami prawa strona zahacza jakieś bagienko, ale nie zachowuję zimną krew i trzymam gaz równo. Jednak tuż przy samym wjeździe na drogę autko zsuwa się ze zbocza i ląduję na podmokłej trawie. Jednak szybko podjeżdża Marek nivą i mnie lekko wyciąga. Jestem na prostej, jeszcze tylko długi i ostry podjazd pod górę i jestem na twardej drodze. Podjeżdżam pod okno pokoju w którym śpi Perun... nie trzeba go budzić już wyskakuje w domu i lecimy wszyscy do jego auta.

Jednak biały jeep Peruna stoi tyłem do zjazdu i kompletnie nie da się nim ruszyć pod górę. Marek zapina trifora i narzucamy tył auta. Perun zjeżdża po moich śladach, jedzie dalej wzdłuż skarpy. Jednak jedno bardzo blisko położone bagienko wciąga mu tył. Trzeba niestety pomóc. Okazało się że już wsi wszyscy obudzili, więc Mariusz rusza po swojego szarego XJ’ta. Zjeżdża ze skarpy ale zakopuje się w tym samym miejscu co ja. Więc ja zjeżdżam ponownie w dół i wyciągam Mariusza, potem daję buta i dojeżdżam do zagrzebanego białego jeepa Peruna. Wyciągam go i nasze 3 jeepy po chwili stoją już na górze pod gospodarstwem.

Na dole został jeszcze Marek nivą. I oczywiście jadąc naszym śladem zagrzebał się w tym samym bagienku co Perun. Ale nie chce pomocy, wyjmuje kirfoa i wachlujemy a Marek lekko rusza i wyjeżdża z opresji.

Jest około godziny 10 a nasze auta już stoją na twardym. Zadowoleni z siebie możemy się umyć, wypić kawkę i w drogę.

Około 12 żegnamy się z właścicielami gospodarstwa oraz współlokatorką i ruszamy do Ciechanowca. Tam tankujemy, zjadamy ostatnie 3 hot dogi które były na stacji i ruszamy do miejscowości Nur. Tam przekraczamy mostem rzekę Bug i jadąc wzdłuż wałów, trzymamy się jak najbliżej rzeki i kierujemy się na wschód. Widoki są przepiękne, często zatrzymujemy się, szukamy drogi, robimy fotki. Te część wyprawy można by długo opisywać bo naprawdę widoki są przepiękne, lasy, łąki, koryto rzeki... Pooglądajcie zdjęcia, one w połowie oddają piękno tych okolic.

Około 14 docieramy do mostu w okolicy Drohiczyna. Z racji na dość późną godzinę i to że musimy zarówno ja jak i Mariusz z Agnieszką odebrać swoje dzieci od teściów. Postanawiamy zakończyć tu naszą wędrówkę. Zatrzymujemy się nad rzeką, myjemy światła oraz szyby w naszych autach które są kompletnie zaklejone błotem, żegnamy się i ruszamy asfaltem do domu – Marek oraz Mariusz z Agą w stronę Ciechanowca a ja z Perunem w stronę Białegostoku.

Uważam osobiście że wyjazd był bardzo udany, ekipa była fajna, zgrana i super się wszyscy bawiliśmy. A to że nie mogliśmy ruszyć autami nawet z obozowiska – to będziemy wspominać jeszcze nie jeden raz.

Jeszcze raz wszystkim dziękuję za udział – do następnego razu !!

 

Trasa:

http://mojuaz.com/trasy/plt2.php?gps=gps/2009-08-30.plt


Zdjęcia:

  1. Perun
  2. Gniewny: Część 1, Część 2
  3. Stefan
Podstrona wyswietlana 250 razy.

Stefan Ostrowski - www.mojuaz.com
Wszystkie prawa zastrzeżone