Wyprawa 3
Witajcie. Przyszła pora na kolejną wyprawę. Tym razem wybraliśmy się trzema samochodami. Jednak rolę pierwszoplanową pełnił Tarpan Honker, którego Grzesiek wreszcie wyremontował. Tarpan został kupiony z Policji, więc wymagał oczywiście napraw blacharskich, poza tym wszystko było ok. Ale niestety pozostał w tym ciężkim wozie stary polonezowski silniczek, który niestety nie radzi sobie zbyt dobrze z tym "kolosem".

Przejdźmy zatem do naszej wyprawy.

Jest niedziela, 21 sierpnia 2001 roku. Wszyscy zjeżdżają się do mnie. Grzesiek ma najdłuższą drogę bo ma do pokonania około 30 km z Supraśla. Pewnie dlatego też Adrian swoim Jeepem przyjeżdża punktualnie do Choroszczy (około 10km od Białegostoku), czyli pod mój dom. Pogoda nie zapowiada się najlepsza. Zaczyna padać, wiec zakładam wraz z Adrianem i jego pilotem, Michałem, dach do mojego UAZa, oczywiście jak się mogłem domyślić, po założeniu dachu słonko wygląda zza chmurek i do końca dnia mamy przepiękną pogodę.
Po paru minutach przybywa Grzesiek Tarpanem wraz z żoną i pilotem Grześkiem.
Więc możemy zasiąść do wozów i ruszyć. Jako przewodnik ruszam pierwszy UAZem, wraz ze mną jest Ula (ciągle jestem ciekawy jak się jej spodoba taka wycieczka), zaraz za mną jedzie Grzesiek, na pokładzie ma swoją żonę, Asie, pilota Grześka i mojego brata Pawła. Jako ostatni zamyka konwój Adrian z Michałem Jeepem (jako, że maja najszybszy pojazd).

 

No po paru kilometrach przejechanych po twardych nawierzchniach wjeżdżamy na łąki i jedziemy dość długo wzdłuż głównego koryta rzeki Narew. Jak dotąd droga raz jest raz jej nie ma, a jak jest to tylko jej ślad ale ogólnie jadąc tym szlakiem już poraz trzeci, nie ma większego stracha. Po jakimś czasie docieramy do jazu na rzece(punkt 1 na mapie) . Czas więc poczytać mapy i ustalić dalszą trasę.
Ok. ruszamy dalej, bardzo malowniczą drogą docieramy do tzw. Zerwanego Mostu (punkt 2 na mapie), samego serca Narwiańskiego Parku Narodowego. Był tu niegdyś trakt wiodący z Białegostoku do Warszawy ale kolejne wojny spowodowały, że teraz już mostu się nie odbudowuje, może to i lepiej, bo spójrzcie jaki za nani jest piękny widok.
Po obejrzeniu pięknych widoków ruszyliśmy w stronę znanego już punktu widokowego nieopodal wsi Topilec Kolonia.
Przyszedł czas na pamiątkowe fotki naszych pojazdów i zabawy z w nieco podmokłym terenie, niestety tak bardzo zarośniętym trawami, że można nie zauważyć niektórych dołków.

(punkt 3 na mapie). Oczywiście ja chcąc sobie pojeździć wraz z Michałem i Ulą wyruszyłem i było bo wszystko ok., gdyby nie te wysokie trawy, nic nie widziałem i tylko w ostatniej chwili Michał krzykną, że tu chyba za głęboko, ale było już za późno, UAZ przechylił się na bok i tyle, koła boksowały w miejscu. Grzesiek tarpanem był nam niezbędny.

A jak to było to sobie pooglądajcie na fotkach.

Ale oczywiście nie można tak pozostać tej przeszkody, nie udało się strawersowac więc trzeba od czoła. Oczywiście straciłem poraz kolejny tablicę. Więc już zapowiadam, że powędruje ponad zderzak.
(punkt 4 na mapie). Kolejną przeszkoda była żwirownia. Najpierw dwa dość strome zjazdy w dół i jeden podjazd pod góre, tyle, że piasek tam jest już dobrze rozryty. A jak sobie radziły z tym nasze samochody popatrzcie sami.

Tak jest, Honker okazał się za duży i za słaby, mi niewiele brakuje, ale jak stanę prawie na szczycie wzniesienia i włączę reduktor to koła idą w dół zamiast do przodu. Jedynie Jeep dysponował odpowiednią mocą aby wjechać bez żadnych problemów na górę o własnych siłach.
To by było na tyle jeśli chodzi o fotk i. Dalej nasza ekipa podążyła w stronę małej rzeczki(punkt 5 na mapie), i tu Honker pokazał swoją klasę. Podczas gdy w Tarpanie woda nie sięgała nawet progom, ja w UAZie zamoczyłem owe progi , natomiast Jeep wyglądał jakby płyną zamiast jechać, niestety parę centymetrów trzeba by go podnieść. Ale ogólnie wszyscy przejechali bez problemów.
Choć wypad planowaliśmy króciutki to jak nam oświadczył Adrian, przejechaliśmy ponad 53 km.
Podsumowując wyprawę to była bardzo wesoła, wszyscy wrócili zadowoleni. Co do awarii to podc zas zabaw na żwirowni siedzący obok Michał spowodował awarią mojego prawego fotela (do tej pory woziłem trochę mniejszych ludzi, a do tego teren i drgania...). Poza tym to Adrianowi w Jeepie wypadły lampy halogenowe (widać to jak wypadają na jednej z fotek).
Poza tym takiego prawdziwego terenu było niewiele, kto chciał ten jechał, a jechali wszyscy.
Aha bym zapomniał, tym razem rolę fotografa pełnił Adrian, dlatego właśnie jego osoby raczej nie widać na fotkach.

 

Podstrona wyswietlana 244 razy.

Stefan Ostrowski - www.mojuaz.com
Wszystkie prawa zastrzeżone